Ostatni raz napisałam tutaj w lutym. Blo istnieje dalej; mimo początkowych zapewnień myloga, że długa absencja autora zaowocuje usunięciem bloga. Pewnie po tym, jak sami nie działali bez mała z rok, musieli spuścić z tonu. Dalej nie mam /stałej/ pracy, pomimo, że minęło tyle czasu. Od lutego pracowałam jeszcze w jednym miejscu pracy, od kwietnia do czerwca, potem nic, pracy zaś szukam od obrony pracy magosterskiej, czyli od... roku w zasadzie [14.10 mija okrągły rok], potem - od sierpnia - praca zupełnie dorywcza, przez agencję, na magazynie. Pewnie popsułam sobie tym CV i zamknęłam drzwi do biur... ale co miałam, do cholery, zrobić...?! Siedzieć na tyłku i czekać, aż ktoś mnie przyjmie do biura, z powiększającą się dziurą w CV i chudnącym portfelem...? Pracodawcy sami nie wiedzą, czego chcą -- czekasz na to, by dostać pracę w biurze, aby w CV był jednolity profil zawodowy -- to żle, bo masz dziury w CV [od cholery jest ludzi do takiej pracy i w zasadzie nie dostałam takiej posady ani razu - masowe przyjęcia, mające na celu zwolnienie po próbnym się nie liczą, bo każdego przyjmują]. Ale gdy idziesz do pracy "gorszej", market, magazyn, sklep -- też źle, bo w CV zjawiają się poślednie stanowiska, co razi w oczy pracodawcę. Idealnie byłoby gdyby przechodziło się z biura do biura, ale KTO bez znajomości może się w moim mieście pochwalić taką sytuacją...? Nie mogę się dostać /nawet/ do sklepu, bo nie mam doświadczenia w handlu. Nigdy wcześniej nie byłam sprzedawczynią. I za każdym razem odoadam na braku doświadczenia. Czasem mówią wprost. Czasem się zasłaniają tym, że mam jakieś inne braki. Białe pola w CV [ jak to wyjaśnić? Tracę nagle pracę na miesiąc i szukam nowej] albo postura. Jeden facet powiedział, że mnie nie zatrudni, bo nie poradziłabym sobie z dźwiganiem. Ciekawe, bo u niego pracują same filigranowe panienki i te panienki jakoś dźwigają... Próbowałam też kelnerowania - te same kłody pod nogi. Piszą, że potrzebują od zaraz, że przyuczą, a na miejscu okazuje się, ze osoby z doświadczeniem, do tego dzień próbny aby wyłonić najlepszych!!! A jaka płaca? Wychodzi 600 na miesiąc!!! To już więcej zarabiam na tym magazynie, biorąc nadgodziny czy wliczając wypadnięcie nocnej zmiany, mimo, że agencja zabiera masę kasy, a umowa to o dzieło. Nawet nie wiem, ile będę tam pracować. Początkowo miało być do końca września, potem 1 tydzień psździernika, a teraz... nie wiem, zresztą, nie do końca jasne, do kiedy praca będzie tak na dobrą sprawę, bo jest to zajęcie z gatunku sezonowych. I nie wiem, czy sama nie zrezygnuję, bo nie wiem, jak samej będzie mi się pracować (znajomi skończyli w tym tygodniu). Chyba nawet w agencji nie wiedzą, że zostaję temporalnie w przyszłym tygodniu także :). Oszaleję, jeśli znów mam siedzieć w domu i wysyłać te głupie CV! zawsze jest miech, dwa, bez żadnej na nie reakcji, potem, owszem, rozmowy są, nawet po 2 na dzień, od jednej do 3 w tygodniu, ale nic z nich nie wynika! Nic! Tylko się najeżdżę po mieście, a iu tak nikt się nie odzywa! Ile można?! Już się wkurzyłam i dlatego wzięłam tą obecną fuchę, bo ile można czekać? Do tego wygląda na to, że muszę rozwiązać umowę z inną agencją -- płacą 5 zł/ brutto/h, inwentaryzacje [czyli może być nawet dłużej niż 8h] i zorganizowani tak, że ho! ho! Co innego mówi koordynator, a co innego babka w biurze. Mówię im, że nie mogę wziąć zlecenia, bo mam coś innego [można odrzucić, bo to markety po całej Łodzi rozrzucone a jak oni potrafią powiedzieć na parę godzin przed pracą, żeby jechać no to halo] a w odpowiedzi słyszę niemiłe uwagi pod adresem mojej dostępności. Potrafią mi 2 razy zadzwonić z tym samym zleceniem. Gdy powiedziałam, żę do końca września nie mogę, do tej pory nie dzwonią. Do końca roku muszę z nimi się rozstać (chyba, że się zdecyduję połazić na te ich zlecenia na inwentaryzacje] -- gdy się nie zarobi dla nich do końca roku [podatkowego? Kalendarzowego? Lepiej dmuchać na zimne] to trzeb płacić karę. Nie mam ochoty, więc jeśli będzie wiadomo, że mi nie po drodze z nimi tak za miesiąc czy na początku grudnia, to pojadę tam. Bezrobocie bezrobociem, ale 5zł brutto...? I to na godziny NOCNE ?! Toż teraz mam z 8zł/brutto w dzień i 10zł/brutto na noc!
Dawno nie pisałam :)
Może dlatego, że bieżące sprawy "wypisywania się" załatwiam na innych portalach.
Poszukiwania pracy. Czemu nigdzie nie mogę zagościć na dłużej niż na miesiąc? Na dobrą sprawę jest to męczące, ciągle wyrabianie nowej migawki i odchodzenie gdy tylko już się człowiek przyzwyczaił do miejsca i ludzi.
Teraz chyba będę bywać tutaj częściej. Głównie dlatego, że - z racji ukończenia studiów i teoretycznie rocznej przerwy zanim podjęłabym kolejne (zarobić nań trza)- mam w bród wolnego czasu. Jest to jednak wolny czas z gatunku "destruktywnych", jako że muszę szukać pracy. A bez znajomości wygląda to tak, że siedzę na necie i wysyłam CV na prawo i lewo, nie otrzymując żadnej odpowiedzi. Pracę magisterską obroniłam i na pisałam na 5 (wow, aż się sama dziwię, zważywszy na to, w jakich mękach ona się rodziła), na dyplomie mam 4 z plusem. Jednak święto miałam tylko na FB, w Indeksie i w BUŁ z Pauliną i Tomaszem. W domu przywitano ten fakt chłodno, zaś następnego dnia miałam pogadankę, że z racji tego, iż "nic nie robię", mam przejąć wszytskie obowiązki związane z gotowaniem i sprzątaniem. W praktyce oznacza to, że żaden domownik nie musi odnieść szklanki, talerza po sobie, ani go zmyć, ani zetrzeć okruszków z bufetu, tylko ja mam za tym latać. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, nawet jeśli faktycznie - z racji siedzenia w domu głównie - powinnam się zająć domostwem, to jednak drobne obowiązki każdego w domu, jak posprzątanie po sobie, zaniesienie talerza do zlewu i umycie go, czy wytarcie podłogi jak wlezie w mokrych butach, powinny dalej trwać. Tymczasem, zapewne jako kara za bycie bezrobotną i mieszkanie bez dokładania do budżetu, mam nawet to robić za każdego. Ha, ciekawe, co to będzie jak znajdę jakąś pracę, pewnie utoną w nieporządku, którego nikt ogarnie za nich.
Pierwszego usiłowałam umieścić tutaj notkę, ale że byłam na starym kompie w bibliotece wydziałowej, na takim, gdzie z przeglądarek chodził wyłącznie IE 5, toteż nigdzie nie było guzika do dodawania notek. Zwyczajnie.
***
1. 10. 10.
Obrona pracy magisterskiej w połowie miesiąca.
Mam nadzieję, że w tej drugiej.
W pierwszej druga edycja pracy na promocjach. Dobre i to. W sierpniu statystowałam w etiudzie licencjackiej, ale jak przyszedł czas na obejrzenie tej etiudy projekcji, to nie zdążyłam się wyrobić z dojazdem na filmówkę. Być może przyślą chociaż DVD z tym filmem.
Nie mogę się pozbyć linków z prawej. Dodałam je ze trzy, cztery lata temu za czasów 'starego' myloga i obecnie nie są przez nowy panel obsługiwane.
Mam fazę na przepisywanie moich głupot 'do szuflady' na kompie. Nie wiem po cóż, bo nie mam zamiaru nikogo nimi straszyć. Pewnie próżność stąd, że zachwyciły mnie oprawione prace bez granic - to jakby własną książkę wydać, trzymać coś takiego w rękach.
Piszę w bibliotece UŁ. Od dziś podobno nie jestem już studentką :-(
5 lat tutaj przeleciało jak z bicza trzasnął, ale nie myślałam, że będzie mi kiedykolwiek żal. A jest i to wszystkiego tutaj :-(.
Jak ja nieznoszę zmian. Wychodzi na to, że jakichkolwiek.
Macierz chce i nie chce nas w domu. Jakiś czas temu odkryłam, że z nostalgią sądzi, że "się pewnie nigdy nie wyprowadzimy", a gdy zaczynam mówić na ten temat, to zaraz piętrzy trudności, jak to singlowi trudno mieszkać w pojedynkę i jak więcej się płaci mieszkając tak niż w parę innych osób. Wcale mnie by to nie zdumiało, jakby moje wyprowadzenie się z domu sprzężała z tym, że miałabym sobie do tego kogoś znaleźć. Nonsens, jak to mawia Mateusz - fotograf.
Przecież chyba 100 razy lepiej podłapać coś, co byłoby zalezne tylko ode mnie, niż brać na pół z facetem, na takich zasadach, że w wypadku, gdy się wyprowadzi, nie starcza mi na wszytskie opłaty. Bez sensu tak się uwiązywać drugiego człowieka. A może nie podoba mi się taki układ, bo nie wierzę, że ktoś mogłaby ze mną wytrzymać i nie pdejść do innej. W pożyciu domowym jędza ze mnie ponadto. Czasem aż mi wstyd za tą jędzowatość własnie i za wpienianie się o byle co.
Prawie 6 miesięcy niczego tutaj nie napisałam. Powód? Jak popatrzyłam na ostatnią notkę, to mnie niesmaczyło, tak ujmijmy. Czy naprawdę musiałam przed całym światem pokazywać, jakie ze mnie looser i że jestem kozłem ofiarnym, ponieważ kiedy Bóg rozdawał urodę, ja zabłąkałam się do innej kolejki, a znając moją "zaradność" życiową, nie zauważyłam wiszącej nad tym ogonkiem tabliczki "roztrzepani mąciciele"? Pewnie poszłam tam, bo po urodę koleja była jak do prezydenckiej księgi kondolencyjnej przed pogrzebem pary prezydenckiej, natomiast to druga świeciła przyjemnymi pustkami, kusiła obietnicą krótkiego postoju? Pomimo, iż brzydota to generalnie mój i tylko wyłączenie mój problem, naprawdę wygląda to inaczej, kiedy inni przez to cierpią. Koleżanka, poddana ostracyzmowi osiedlowemu i pogróżkom tych pajaców tylko dlatego, że się ze mną zadaje, a i jeszcze obiecywali zrobić coś moim zwierzętom, tylko za to, ku[...]a za to, że ze mną mieszkają. Przecież to paranoja, mam się zabić tylko dlatego, że jestem nieładna? A gdybym była ładna to co, może miałabym ten "zaszczyt", że wielcy estetycy startowaliby do mnie zamiast mnie opluwać? I co, może jeszcze dziękować im na klęczkach? Szlag mnie trafia no po prostu na takie społeczeństwo. Nie podoba się coś? To chyba można gały obrócić w inną stronę, nie ma przepisu, że trzeba na to patrzyć ani wchodzić z tym w żadne relacje! Co więcej, chyba tylko polacy to takie buractwo. Inne nacje jakoś nie widzą w mojej gębie niczego odstręczającego!
Początek maja, studia lecą swoim trybem. Boję się bardziej niż obrony pracy magisterskiej, co po nich. Może iść na drugi kierunek i zrobić z czegoś licencjat? Nie tylko po to, aby zdobyć jakiś bardziej życiowy papierek niż obecny kierunek, ale także po to, aby jeszcze nie stawać przed perspektywą rozpaczliwej konieczności odnalezienia się na rynku pracy? Chyba nawet człowiek z IQ poniżej 10 zdołałby odgadnąć, że nie czuję się pewnie na tym polu; że moja niska samoocena skutecznie odwraca mnie od myślenia, że mogę coś zrobić. No, kurczaki, nie wiem, jak inni, ale ja akurat cholernie cenię to, że mój dzień nie składa się z zasuwania na studia, z nich do roboty i padania na pysk po tejże na jakieś 5 godzin, by wstać rano i próbować wchłonąć tekst na seminarkę.Cenię sobie możliwość wypicia filiżanki kawy, poczytania dobrej książki , pójścia na spacer bez harowania na 3 kierunkach studiów i na 2 posadach. Nieżyciowe? Tak, czy owak, znam osoby, których życie od pierwszego roku studiów polegało właśnie na tym- a obecnie na rynku pracy mają takie same szanse niż ja, po jednej pracy na umowę- zlecenie. I do tego brak czasu dla siebie. Trzeba się jakoś bronić- skoro nie mam szans na żadne życie w związkach, facetów, randki i takie tam, to robię coś dla siebie, choćby to "coś" miało polegać tylko na chwili lenistwa, kontemplacji nad płytą czy rozmazania tuszu na papierze.
"Notki stanowią główny element bloga". -z powagą zapewnia mnie mylog w panelu po prawej. Aż nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę? Moje marzenia o zasłonięciu własnej nijakości pięknym szablonem z upadającym miłośnikiem gitary, który ma z pewnością ciekawsze życie niż ja, właśnie padły w gruzach. Sporo się zmieniło, lecz chyba nie będę tym razem o tym pisała, zostawię sobie podawanie wszystkich szczegółów na kiedy indziej. Czasem mnie jedynie zastanawia, po co tak usłużnie pomagam ludziom wtedy, kiedy nie powinnam? Miałam jedną znajomą z problemem dość wstydliwym, wystarczająco wstydliwym, by nie potrafiła o tym mówić sama ani iść do lekarza, a jednocześnie nie dość obciachowym, by można było wysłać mnie z opowiadaniem jej rzewnej historyjki każdemu, z pytaniem, czy ta osoba zna dobrego lekarza. Czy nie prościej było jej samej iść do przychodni i uzewnętrznić się przed sługą Hipokratesa, zamiast ryczeć do mnie o własnej niedoli i prosić o ględzenie o jej problemie? Czasem dziwię się ludziom, i sobie, że robię z siebie takiego młóta.
Miałam napisać o rzeczach typu co zdarzyło się w listopadzie albo na zajęciach z psychologii, ale nie zrobię tego. Od jakichś 10 lat jestem stałym obiektem zaczepek ze strony paru kolesi z tego samego bloku i mam tego dosyć.
W podstawówce oraz gimie, które miałam nieszczęście z nimi dzielić, nie było tygodnia, który by nie upłynął bez wysłuchiwania od nich, jaka to jestem brzydka oraz najgorsza w ogóle w każdym tego słowa znaczeniu. Zwykle szybko buntowali całą resztę chłopaków przeciwko mnie i cała męska cześć klasy brała udział w wyszydzaniu mnie. Rzadko kiedy ktoś w ogóle wstawił się za mną. Pamiętam taką sytuację, kiedy paru chłopaków ogólnie przeholowało we wzorowym zachowaniu i zawisła nad nimi groźba przeniesienia do innej klasy, przez co nasza mogła by mieć problemy z liczebnością – psycholog szkolna wygłosiła wtedy takie zdanie, jakoby rzekomo miała obserwować klasę od dłuższego już czasu, i kolesie mieli polecieć za ględzenie na lekcjach i wszystko inne OPRÓCZ znęcania się nade mną ( Jak to się teraz nazywa...? Mobbing?), co najwyraźniej nie stanowiło żadnego mobbingu.
Reszta dziewczyn poleciała błagać, aby zostali, gdyż wszystkie pozostałe traktowali w porządku, wyłam czyniąc tylko dla mnie.
No i zostali.
Nie spotykałam ich w liceum ani nie spotykam na studiach, ale mieszkają tam, gdzie mieszkali i gnojenie trwa, zwłaszcza, gdy stoją z piwkiem. Ewentualna obecność ich dziewczyn wcale nie jest dla nich żadnym hamulcem. Nie wiem, czy jest to coś, co mogę sobie OLAĆ, jeśli wykrzykiwanie są groźby, że „zarżną mi zwierzęta w domu”( tylko za to pewnie, że ze mną mieszkają). Nie wiem też, czy sobie mogę olać kiedy drab nie chce mnie przepuścić, ględząc o nagłej potrzebie seksu grupowego, zwłaszcza, że wysoce prawdopodobnym jest, że mógł brać udział w rozboju, z powodu którego drugi z nich chyba odsiaduje. Pomijając wszystko inne, usiłuję dociec, dlaczego, do cholery, akurat ja oraz dlaczego, też do cholery, nie mogą się po prostu ode mnie odczepić ?! Tyle brzydszych dziewczyn może normalnie chodzić po tym mieście, a ja jestem gnojona latami przez bandę poj*** estetów, uważających, że nie wiem, co powinnam ze sobą zrobić z taką mordą aby nie kalać pięknej mateczki Ziemi. Jak ktoś umie wylawirować z tego bez kompleksu niższości to gratuluję.
Październik pokazuje, co potrafi, lejąc litrami deszczu z nieba i zsyłając mgłę w poranki, kiedy muszę wstać na 7 rano, aby zdążyć na zajęcia. Nie wiem, jaki rodzaj szaleństwa dosięgnął mnie w maju,ale chyba należałoby się temu przyjrzeć,gdyż wybrałam zajęcia z panem G. i panem P. na tym samym roku, dzień po dniu. Obaj są specyficzni, żeby nie rzec nudni, w swoich wykładach. No dobrze, pan P.przynajmniej jest zrozumiały przy czytaniu ze swoich kartek, czego jednak nijak nie da się powiedzieć o panu G..On chyba żyje na innej płaszczyźnie czasoprzestrzennej...dokoła niego latają ptaki Herkulesa...
Ostatnio dom jest nie do wytrzymania, jeżdżę bez celu do BUŁy aby tylko tam nie siedzieć. W CZW zadzwonił ojciec,który nie miał gdzie się podziać do PT rano.Gdy przyjechał i zaczął rozmowę okazało się,że to dla mnie całkiem obcy człowiek.Nawet więcej niż całkiem, z obcymi ludźmi na ulicy czy z innych kierunków podczas dziekanatowych walk jestem w stanie się lepiej porozumieć niż z nim.A nawet mam więcej tematów na błahe rozmowy o niczym z każdym innym niż on. Zawsze, kiedy przyjeżdża, ma pełno planów, takich jak: odremontować kuchnię.Zerwać z podłogi te brzydkie szare płytki PCV, które są tu od kiedy się wprowadziliśmy ( nigdy nie było kasy na ich wymianę i nikt o nią za bardzo nie dbał). Kupić odkurzacz, bo stary rumpel nie wciąga już nic.Przemalować ściany. Kupić nową parę okularów dla mnie (to było dopóki matka nie oświeciła do,że okulary dla mnie to nie jest wydatek rzędu 200 zł). Naoliwić drzwi. Itp.Itp. Niby on był jako podmiot w tych zdaniach , ale nigdy nic z tych rzeczy nie zrobił, ani jednej, nie mam więc już za bardzo nastroju by wysłuchiwać kolejnych rzeczy typu wychowywanie nas, kiedy mamy po 23-25 lat. A gdzie był, gdy mieliśmy o 10, 20 mniej?
Na szczęście, rano w PT odjechał.
Gdy słucham, co mówią inni z PROM-u, mam wrażenie,że moje 'kłopoty' ze staruszkiem to pic na wodę w porównaniu do tego, co oni mają w domach. Ale z drugiej strony to chyba nawet jego nieobecność wpływa na mnie w jakiś sposób, nie do końca dobry. Na ten przykład mogę powiedzieć,że małżeństwo i rodzina to dla mnie żadna wartość ani gwarancja niczego. Jaka wartość, gdy odkąd pamiętam matka wychowywała nas sama, on zaś w najlepszym razie pojawiał się jako 'weekendowy rodzic' , nie kumając,że wydawaniem pieniędzy na nas i kupowaniem nam prezentów raz na 2 lata nie zastąpi nam rodziny z obojgiem rodziców. Jaka gwarancja, skoro on bez rozwodu opuścił małżonkę. W żadnym razie nie chciałabym przez coś takiego przechodzić, nie chcę mieć dzieci i mam tak samo słaby charakter jak ojciec ( mam po nim najgorsze cechy, nic dobrego), że jeszcze byłabym takim samym rodzicem jak on;/.
Hmm, znowu na blogu w PT wieczór? Nie wiem, jak do tego doszło...chyba ten PT wieczór, który rzekomo ma być pokropiony szklanicą piwa w pubie
jest nieco przereklamowany... spotykam się w ludźmi, którzy wstydzą się przyznać, że nigdzie nie bawią się w piątkowy wieczór do samego rana.Bo przecież to takie 'trendy'. Tylko 'łosie', 'n00by' i 'looserzy' siedzą wtedy w domu, bo nie udało się im nigdzie wkręcić. Może i nie... a może po prostu nie chcieli? Zła wiadomość, społeczeństwo , które tak niby stawia na indywidualizm nie toleruje, jeśli ktoś jest indywidualny w sposób INNY niż są indywidualni wszyscy inni. Rozciąga się to od krzywego lookania na kogoś, kto nosi workowate jeansy i trampki w tłumie rurek, połączonych z baletkami aż po kwestie preferencji seksualnych lub też wyznawanej religii.
Norton mówi,że na stronie dodawania notki jest wirus. No nic, najwyżej się streszczę z pisaniem i skan pojadę po wszystkim :)
Końcówko września pracowita.Początek poprawiania pracy magisterskiej oraz (nadprogramowo) łażenia po urzędach-nie wiem kto uparł się,że mamy składać podania o stypendium jeszcze raz.Nie wiem, o co idzie ale muszę ich zasmucić- z dochodem 50 zł na osobę(bo to braciak teraz zarabia, a braciak nie liczy się według schematu wyliczania dochodu)oraz z papierem od MOPS-u prędzej przez ucho od igły się przecisną niż wywiną od stypendium dla mnie.Pojechałam skan teraz.Norton na tym sprzęcie jak szatan śmiga.Nic nie wykrył, a przecież coś by było, jak by ten W32 wpadł do mnie na ciasteczka :).Zaskakujące, że chyba tylko starczy wejść w google, by nadeszło tracking cookie.Ciągle je mam na kompie.
Zmieniam płeć.Od niedługo możecie mówić mi Karol.Czy Katarzyn( matka do mnie przybiegła aż, gdy skądś się dowiedziała,że jest takie imię).No po prostu nóż i nożyczki mi się po kieszeniach otwierają, gdy słyszę to pie*** Kopaczowej, pożal się Bóg pani minister resortu Zdowia !
Pewna facetka powiedziała podczas wywiadu:- Pytacie mnie o to, czy dobrze się czuję jako kobieta.Lubię być kobietą, chociaż wszyscy starają się mi to na wszelkie sposoby obrzydzić. Racja, bo jak inaczej nazwać traktowanie jak bydło tępe, niemyślące po prostu?
Takie, które nie bumie o własne sprawy zadbać i trzeba na siłę je uszczęśliwiać?A jak ktoś z pełną świadomością nie chce robić tych badań?Albo-jak wyjdzie nowotwór?Gdzie kasa na leczenie tych ludzi?Gdzie zapewnienie, że pracodawca nie wrzuci ich CV do kosza?
Czasem mam wrażenie, że macica nie należy do kobiety-państwo jest przekonane, że to do nich ona należy i dlatego należy organizować nagonki na rodzenie, unikanie antykoncepcji,sterylizację nie tych kobiet, co potrzeba oraz przymusowe badania. Także, że kobieta składa się tylko z tego narządu.Od niego zależy w końcu czy dostanie pracę!Kolejny powód, by nie zatrudniać kobiet dla pracodawców:w końcu to oni mają bulić na te badania.A co fajne, panie które mają własną działalność gospodarczą nie będą tym przymusem objęte.
Geez, zapędziłam się.Nie dość,że siedzę w feminizmie( praca mag)to jeszcze takie rzeczy słyszę...Nie badania tak mnie irytują, ale PRZYMUS.Nienawidzę MUSIEĆ.
Może Kopacz jest skolko ugodno, czy ma badanie gardła czy innych otworów i przez kogo, ale mnie nie.Jakby nie dość było tego,że podczas rozmowy kwalifikacyjnej musimy znosić pytania o
nasze plany odnośnie dzieci, ubierać spódniczkę wielkości znaczka pocztowego za 10 gr i bluzeczkę z dekoltem do pępka gdy stoimy jako hostessa w markecie lub możemy zostać odrzucone ponieważ nie spełniamy kryteriów estetycznych.
Pogoda jak na wrzesień piękna.Wzięliśmy psa ze schroniska.Ma gdzieś tak z pół roku, ale na reklamie się zna: w domu okazał się zupełną odwrotnością tego, co prezentował w schronisku.
Kończę, późno a ja nie mogę pracować w nocy.Czy nauka, czy obijanie się w necie,może dlatego że nie mam własnego pokoju i czyjakolwiek obecność mnie drażni, szczególnie gdy w grę wchodzi nauka.
Nie mogę z kimś przebywać 24/7 - konieczne jest dla mnie mieć choć pół godziny dla siebie,więc gdy babcia siedzi tu non stop,strasznie mnie to denerwuje.Ech...do tego nieważne , ile śpię w ciągu dnia, nieważne, jak wielką mam zgryzotę - zawsze zasypiam bez problemów a nawet nazbyt gorliwie;/.Zawsze w tych godzinach już ma formalny zgon i piszę nosem o klawisze...
Dwa niezłe filmy udało mi się obejrzeć w tym miesiącu, The Elephant Man oraz może nie dorównujące mu The Duchess.
Szok, jak ktoś ma przez dłuższy czas kontakt z Hollywoodzką kichą to potem idą problemy ze zrozumieniem dobrych filmów ( i ludzie piszą na forach, że Herzog jest nudny bo w jego filmach nie ma seksu , scen walki kung fu , czy wyścigów samochodowych...)
Koniec sierpnia to czas, kiedy wszelkie sklepy, mające coś wspólnego z książkami, od hurtowni po małe antykwariaty w bramach "zacierają ręce" z radości-zbliża się szaleństwo kupowania podręczników oraz rozmaitych akcesoriów szkolnych.
Dzieciaki praktycznie co roku muszą kupić nowy tornister czy piórnik, o zeszytach nie mówiąc.Podręczniki też nowe co roku, odpada więc organizowanie kiermaszów w szkole, gdzie starsi uczniowie odsprzedają młodszym książki.Ponieważ producenci wszystkiego wściekli się z przyklejaniem hologramów na wszystko,są one nawet na książkach i zeszytach.Zabawne.Czy więc stanie się zabronione kserowanie książek czy notatek,na mocy copyright infrigement?:)
B.dostała się na płatną pedagogikę(często nazwa studiów wieczorowych to pusty, abstrakcyjny termin:jedyne co je od stacjonarnych różni to tylko czesne).W tym roku miała maturę.Biologia poszła jej najsłabiej, chemii w ogóle nie brała.
Pamiętam, z jakim pietyzmem wybierała to liceum o profilu biol-chem.Ile opowiadała o tym, że pójdzie na medycynę, albo co najmniej na farmakologię czy inny kierunek w tym stylu.
Jak raz nawrzeszczała na mnie, wyzywając mnie od głupich , bo gdy mówiłyśmy o tym, co chcemy robić po skończeniu liceum ja powiedziałam, że nie wiem,będzie jak będzie, nigdy nie miałam na 100% skonkretyzowanych planów co do przyszłości ani planu na nią, ułożonego od kołyski( no może wiem tylko,że na pewno nie będę miała męża ani dzieci ^^).No i teraz widać, że B., z tym swoim precyzyjnym planem nie zaszła dalej niż ja bez niego:chemia, tak wychwalana, okazała się niewypałem(dobry lub zły belfer ma tutaj swoje udziały)a B. wylądowała na wieczorowej/zaocznej pedagogice z czystego przypadku, kierunku który jej ani grzeje, ani ziębi.
Odszedł mój pies.
Wczoraj poszedł do weterynarza na przeciwbólowe zastrzyki, bo znów mu wątroba zaczęła marudzić, a te tabletki dodawane do jedzenia były nieskuteczne.Oni wyznaczyli mu operację usuwania guza z brzucha, już drugą tego typu.Było mówione, że jak coś się nie uda ,to już nie będą go wybudzać.No i właśnie dziś rano, gdy jadłam śniadanie, babcia oznajmiła,że operacja się nie powiodła.
Dziwnie się czuję.Chyba nie mogę tego przyjąć do wiadomości.Gdybym była przy tym, gdy weterynarz to mówił, to może tak.Ciągle wydaje mi się, że gdy wejdę do dużego pokoju,to pies będzie leżał na kanapie. Albo w łazience gdy zbierają się chmury.Gdy była 12 czy 13 w południe byłam zdziwiona,że nie trzeba iść z psem.
Nigdy jakoś nie byłam szczególnie do psa przywiązana, mimo że mamy go 12 lat.
Pewnego dnia pojechaliśmy do babci po mieczu i akurat był tam i ojciec , który nie mieszkał z z nami.Ojciec dał nam szczeniaka,mieszańca harta z dobermaniem, , którego przyjęliśmy , (pomimo iż nikt za bardzo nie pragnął psa,zawsze mieliśmy koty lecz ojciec nie mógł do oddać spowrotem, lekkomyślnie wziął go od psicy bez pytania nas o zdanie).Dał nam go z zaskoczenia.Co to za pomysł, oddawać zwierzę, które już się przyzwyczaiło do człowieka do schroniska czy gdzieśtam?!-Pies został więc z nami.
Zabawny fakt wiąże się z jego imieniem. Pies to właściwie sunia, ale gdy chcieliśmy nadać jakieś imię to Bartoch, braciakowy sidekick z tego czasu storpedował nasze plany, wołając na psa "Amik".Więc sunia otrzymała imię dla pssa;/, nie odzwyczaił(a) się i tak zostało.
W końcu wszyscy się do niego(niej) przyzwyczailiśmy, do tego,że potrzebuje spacerów trzy razy dziennie, żebrze przy stole i panicznie boi się wystrzałów.Bywał taki czas, że gdyby nie pies to w ogóle bym nie wyszła z domu.Bez psa nie poznałabym sporej grupy ludzi- psiarzy, którzy pędzili na widok każdego nowego szczeniaczka na osiedlu i którzy akurat przybiegli do mnie z zachwytami nad psem.
Gdy teraz...nie ma psa w domu, jest w nim przeraźliwie pusto.Uch.
Nie było mnie tu dawno i widzę parę zmian na serwisie.Chyba layout nieco podobny do poprzedniego, z tym, że tamten był brązowy.[Tak, mam obsesję i dobrze mi z tym.]
Chodzę na grupę w PROM-ie ( nie mogę napisać o tym obszerniej)i to pozwoliło mi dostrzec, jak teraz mało się w moim życiu dzieje. Albo jak mało rzeczy wyłapuję.Lub też że nie umiem o tym mówić.
Za pierwszym razem wymieniłam, że *obecnie mam wakacje bo zastój w magisterce i sesja zaliczona, że koty mi się pochorowały i chodzą do weterynarza [aka: wielka trauma Pimpka, który ucieka pod fotele gdy widzi torbę do noszenia kota do weterynarza].*
W dwa tygodnie potem miałam dokładnie to samo do powiedzenia, zupełnie jakbym stanęła w jakiejś dziurze czasoprzestrzennej jakby absolutnie nic się nie zdarzyło.
Komputer mi się posypał.Piszę na nowym systemie, zainstalowanym po formacie jednej z partycji,co w zasadzie niczego nie zmieniło,ledwo Braciak mnie zawołał po postawieniu nowego XP żebym zainstalowała jakiś AV do przeskanowania,zaraz wyszło na jaw, że nowy system nawala identycznie jak poprzedni,wiesza się, restartuje a co najgorsze-żaden plik exe na nim nie idzie, ile razy by się nie brało świeżej(jeszcze świeższej niż to mleio prosto od krowy, co nam je przynoszą)i tak pisze, że jest uszkodzona.Taki był początek w przypadku poprzedniego systemu;pierwsza sknociła się Mozilla, która bez powodu nagle odmówiła swoich usług i widocznie jest to jakiś strajk, bo reinstalacja figę pomogła.Potem nadeszły szare dni restartów i wyłączania się czegokolwiek bym do skanowania nie użyła,bo w końcu potencjalna infekcja kompa przez wirus jest chyba pierwszą opcją jaka ogóle przychodzi na myśl gdy pc zaczyna żyć własnym życiem.
Braciak nawet w pewnym momencie zainstalował dwa antywiry na jednym systemie -.-, lecz i to nic nie dało, podobnie jak format jednej z partycji i nowe XP.Początkowo miały być wszystkie dyski do formatu, ale
pojawił się problem ze skopiowaniem danych.Pecet mulił się niewyobrażalnie, kopiował przez 8 godzin i nawet połowy z 20 GB nie powielił na dysku zewnętrznym , ponadto wciąż sam się restartował, niwecząc wszystko, bo potem kopia szła od nowa. Zrobił to jak torrenty schodzą-najpierw dał foldery a potem wypełniał je treścią,więc za chiny nie było jak dojść, co on skopiował, z czego nie.
Jedyne , co dobre to fakt, że przynajmniej nie mam infekcji virutem,samym złem w skrócie mówiąc (skan Dr Web live cd +rmvirutem, które jakoś poszły, nie wykazując wirów). Wada jest sprzętowa, czyli praktycznie nie opłaca się bawić w zanoszenie do serwisu-
w czerwcu miałam sklecony 'nowy' komputer ze starych części(mama i brat kupili nowe ),w praktyce tak samo stary jak ten, który miałam poprzednio.Dyski do tak starych pecetów można dostać jedynie second handem, tak starych już nie ma w produkcji,za slaby na to, by poszła na nim taka VISTA a do tego ma nawet stację dyskietek :P
Wychodzi na to, że w chyba będzie kupiony nowy komp, bo mimo wszystko nie mogę pisać pracy magisterskiej czekając w kolejce do laptopa czy na różnych sprzętach bo w końcu 'pogubię' się w tym. Tak miałam z Leibnizem, a to był krótki tekst.Dwa rozdziały mogę tak poprawić ale pisać dalej -tylko w ostateczności.Doobra, nie ma co ściemniać, przyzwyczaiłam się do moich filmów/muzyki/ebooków/live messengerów/et cet. na pc...
[Kurde, mozilla mi umarła w trakcie pisania noty, muszę iść na drugi system, może tam będzie choć przez 10 minut...mediaplayera to mi co 3 minuty wyłącza]
Bartuś mi mówi "dzień dobry pani" !Starość nie radość!
kończę, bo nie wiem, jak długo komp pociągnie.Trzy razy chciałam wkleić tą notkę.
Sesja,sesja...ale bynajmniej nie po sesji.Zostały prace pisemne,trzy do otrzymania oceny za nie oraz jedna do napisania.Na razie siedzę po prostu w necie, przerzucając pracę na następny tydzień.
Małe dziecko-straszliwie żywy Bartuś piętro niżej otrzymał jakiś czas temu złote rybki.Widziałam, jak sąsiedzi tachali do domu kobylaste akwarium, więc to musiało być to.W jakiś czas potem, gdy
miałam montowany pseudo-nowy dysk w kompie,przez ścianę(nie wiem, czemu między mieszkaniem Bartusia a moim jest jakaś znakomita akustyka, pozwalająca mi dokładnie słyszeć od jakichś 6 lat każde zawycie ze strony Bartusia)usłyszałam płacz chłopięcia, którego ojciec rugał za niedopełnienie obowiązków względem rybek-nie karmił on ich, a może nie zmieniał wody.W każdym bądź razie parę rybek zeszło chyba z tego świata.
Tak mi się wydaje.Bartuś zawył gromko w odpowiedzi na to i zaproponował, by ojciec...przywrócił rybki do życia.Tak jest. Gdy ojciec zbaraniał,synek dorzucił coś w stylu, że tak było w jednej grze, a i przecież w tamagotchi zwierzątko ożywa!!!
Nie wiem, czy Bartek powinien, czy też nie obejrzeć "Smętarz zwierząt Kinga...?
Maj jakiś taki zimny w tym roku, a przynajmniej jak do tej pory.Jestem w samym środku załatwiania formalności w sprawie stypendium.Jak co rok, nigdy nie udaje mi się zrobić po prostu tych 2 kluczowych wypadów do skarbówki i jednego do działu spraw i zawsze jakieś głupoty się piętrzą po drodze.W urzędzie pracują żółtodzioby, w związku z czym nic się nie da załawtwić po ludzku.Jeden kolo, ilekroć nie wejdę, zajęty jest jedzeniem kanapki przy kompie.Gdy przemawia do petenta, okruszki spadaję mu na klawiaturę,a i petent doświadcza oplucia pożywieniem, gdy pan wymawia co cięższe sylaby.
Mam nadzieję,że jutro już moja ostatnia wizyta tam nastąpi-ojciec przyjechał do domu i dał niezbędne podpisy, więc może po prostu w końcu załatwię te papiery jak człowiek,a do następnego sezonu na PIT-y pan się w końcu naje i przestanie przeżuwać jak ta krowa na łące... lub, ewentualnie,nie zjawi się, gdyż przestanie mieścić się w drzwiach.
Zbliża się sesja-nim człowiek zdąży mrugnąć okiem, a już od nowa musi pisać prace i wkuwać do kolokwiów.Znów się zaczyna sezon na niebieskie ptaki, które nie wiem czemu, lubią przylatywać właśnie na moje konto na naszej klasie oraz prosić o napisanie za nich prac z filozofii.Wściekam się, jak siadam do kompa( który w dodatku nie zawsze chce się odpalić bez zawiechy na operze chociażby, spróbujcie prosperować z windą, zainstalowaną na dysku o pojemności jakieś 3 GB...), aby w bólach zrodzić prace semestralne,wchodzę na pocztę, gdzie jakiś prep słodziakowato pyta, czy nie mogłabym tak machnąć od niechcenia z 10-ciu stron syntezy wszystkich mądrusiów od Platona , na Plastusiu i jego memuarze skończywszy, bo ona( lub też on, a co, mamy w końcu w pewnym sensie równouprawnienie) jest zbyt zajęta malowaniem tipsów we wzorki( uprzednio wysyła ogłoszenie o tanich usługach z zakresu pedicure'u).Tak, to brzmi jak słowa ostatniego nieużyta, lecz trudno podejmować się wyręczenia kogoś w pisaniu (i brać odpowiedzialność za wynik tego) jeśli samemu ma się z tym ogromne wręcz problemy...od 2 miesięcy piszę 2 prace na 6 stron.
W ND odbył się coroczny Filozoficzny Mecz Piłki Nożnej ,między studentami a wykładowcami, stawką był sandał prawdy.Daliby chociaż dwa, jdenego to nawet nie idzie na nogę założyć, a bardzo by się takie sandały przydały w trakcie sesji, ech...:).Podobno studenci jeszcze nigdy nie wygrali,co można dość łatwo wyjaśnić bliskością sesji.Jako że ów osławiony sandał nadal pozostaje w mocy wykładowców,z sesją jest, jak jest.
Sprowadzam knigi do pracy magisterkiej zza oceanu,cena to mnie mało nie zabiła.Jednocześnie problem z promotorem(z tego samego powodu wogóle jednego zmieniłam...zanim się nawet dowiedział o moim ewentualnym magistranctwie u niego...)-rzuććie pomidorem w ekran, jak chceta, nawet do mnie nie doleci, więc kij mnie to-nie lubię przychodzić na konsultacje i mówić o tej pracy, no po prostu nie lubię...! Jak muszę, to czuję się tak, jakbym wchodziła na egzamin.Powód:zawsze wychodzę na kretynkę podczas takich wizyt.Jakoś trudno mi zwizualizować sobie, jak to u innych jest, rozmowę z wykładowcą tak, jak z drugim studentem. W liceum mogliśmy mówić niektórym nauczycielom po imieniu, ale i tak nigdy z tego nie skorzystałam, nawet jak lubiłam jakąś osobę.Linia demarksacyjna między studentem a wykładowcą jest dla mnie nie do przebycia, nawet jeśli jeszcze z rok temu był on studentem, jak i ja i chodził na te same zajęcia.Ech...do tego
obawiam się, że nie potrafię dobrze napisać,że badziewnie moja robota wyjdzie i ośmieszę jak nie siebie, to promotora:/. Drogi pamiętniczku, w poniedziałek śniła mi się inwazja kosmitów oraz zupełnie puste osiedla, coś jak w Bastionie Kinga.Interesujące było widzieć, jak to wszystko, o co ludzie troszczyli się i zabiegali stoi zupełnie porzucone i nie ma już żadnej wartości...ale do tej beczki Diogenesa to jednak idę , jak się trochę bardziej ociepli...
To i tak nie jest szczyt rankingu głupich snów, Gumiś raz mówił, że miał sen, w którym goniła go mumia, która na dodatek wybiegła z działu spraw bytowych...pewnie jakaś ofiara ogromu formalności składania papierów o przyznanie miejsca w akademiku...:).
Parę złotych myśli z kufra pana od epi:
*[pokazując zdjęcie Reida:]Bohater waszych koszmarów kolokwialnych będzie wyglądał tak...
*Reid jest dziki, Reid jest zły, Reid ma bardzo zdroworozsądkowe kły...[na melodię soundtracka z Akademii Pana Kleksa]
* Wspominałem o tym na wykładzie, ale zapomniałem.
*Zaczęliście problem od tyłu, jak kanapkę,a jak się kanapkę zaczyna, to trzeba ją szybko zjeść, bo inaczej wyschnie...
*Na zajęciach to ja tu mam być dowcipny!
*Jesteśmy nieudanym egzeplarzem, fiatem 125 p.Bóg zaniechał produkcji tego egzemplarza.
*[o możliwym świecie:]Może się różnić duperelkiem...
*Bóg nie decyduje nagle, że ten świat jest nieudany i go zostawia,i nagle czerń...
ktoś:-Po 2012...
*tekst kolegi:-Jesteśmy w Bogu, jak bakterie w nas...
*Zjawiają się rzeczy, których nie ma...
ktoś:-Krasnoludki!
-To może w pana przypadku...
*[opis sytuacji:]Jak LSD:To nie moje ciało, to nie mój świat!
Nie żebym był tu doświadczony...
* to było w takim długim teleturnieju z Ibiszem!
* Wszyscy, którzy poczuli się urażeni moim rysowaniem...No dobra, dam mu jeszcze oko![tworzy na tablicy]
Albo tak mi się tylko wydaje...
Wczoraj goszcząc na kompie odkryłam, że mylog się jednak zreaktywował, przekształcając przy okazji swe jestestwo w blogspot.Doszło upierdliwe nieco zakładanie profilu, część linków na stronie głównej bloga zostało zdezaktywowanych,moi ulubieni zniknęli(podajcie mi linki do was!Chcę was znaleźć...),tak jak tytuły notek. Ech, nie ma myloga, Krzysio narzeka, jest mylog, Krzysio narzeka...Tak czy siak, ciekawa jestem, jak to się dalej rozwinie.Śmiem wątpić w rychły powrót do dawnej świetności serwisu, kto raz się sparzy do ognia podchodzi sceptycznie( przekształcenie przysłowia było tu konieczne, jakoże nadal goszczę na mylogu.Jakoś nie potrafię pisać nigdzie indziej).Gumiś odradzał powrót do myloga, ale może nie chciał, bym przeczytała co napisał pod notkami zanim blog zniknął :-).
Niedziela, drugi dzień wiosny wcale na tę porę roku nie sili się wyglądać.Zimno i leje.Siedzę przy zawalonym papierzyskami biurku , kultywując mój kawowy nałóg i kątem umysłu zastanawiam się, kiedy to mam zamiar zabrać się za napisanie 12 stron na poczet mojej pracy magisterskiej?Cała procedura jej ustanowienia, podania tematu oraz bibliografii odbyła się jakby bez mojego zaangażowania-temat jest w porządku ale sama idea pracy magisterskiej jest ,hm, czymś, o czym zawsze myślałam z przerażeniem i czego nieuchronne zbliżanie się wypierałam z umysłu niczym freudowski człowiek różne takie rzeczy, których nie napiszę bo są przecież wyparte, więc c'mon...:P.
Ech.Kwestia bez rozwiązania, znowu odwleczone.
Przypominają mi się pewne niesptawiedliwe rzeczy, jakie popełnili nauczyciele w podstawówce w stosunku do mnie czy innych uczniów.Wydaje mi się ciekawym, że wtedy mówiło się, że nauczyciel jest taki, owaki,że te jedynki to dla przyjemności stawia, podobnie jak urządza klasówki....ale jednak nikomu nie mieściło się w głowie, że nauczyciel mógłby być niekompetentny ani że mógłby mieć nierówno pod sufitem w sensie dosłowniejszym niż przenośne jednak "dziada od majmy pop*** równo".
Również niedopuszczalne było, aby miał jakieś braki w wiedzy- choć to ostatnie pewnie w podstawówce zakorzenione, gdzie 1 pani do wszystkiego...
A tak patrząc z perspektywy czasu nagle widzę, że jedna babka od chemii naprawdę się na mnie uwzięła,i nie było to wyolbrzymienie,przepytując co lekcję tylko mnie i za każdy wynik niższy od 5 sadzając z chłopakami( jako że ja ich nieznosiłam a oni mnie)
zaś kobietka prowadząca w klasie III potrafiła wypalić do takiego 9 letniego ucznia:"Ta praca jest BRZYDKA! ZAWIODŁAM się na tobie!"
Ech.Niby aby nauczać w podstawówce trzeba przejść przez gęste sito dopuszczeń do tego ale i tak są nauczyciele którzy nie tylko się do zawodu nie nadają, ale i potrafią dzieciakowi nakopać uwzinaniem się na niego.Co to robi z psychiką i samooceną absolwenta takiej szkoły nie wspominajmy. Kawa! Moja wspaniała kawa!Odbierać jej mnie nikt nie ma prawa*fałszowanie*
Niedawno gdzieś przeczytałam, że w chińskim grobowcu z czasów dynastii Ming zastał znaleziony....współczesny szwajcarski zegarek,którego usytuowanie wyklucza podłożenie go przez jakiegoś dowcipnisia.
No tak, czyli jednak podróże w czasie są możliwe , co więcej, chyba ja i cały serwis odbyliśmy taką przed momentem...:-)
Ludzie!!!!Czy ja widzę, to co widzę, czy się mi to po prostu wydaje? Niech mnie ktoś uszczypnie, bo inaczej nie uwierzę.Mylog znów działa.MYLOG ZNÓW DZIAŁA!Okey, muszę to przyznać, że serwis miał pernamentną zapaść tylko przez jakiś miesiąc z hakiem, ale badźmy szczerzy, przez ten czas większość userów zdążyła pożegnać się z serwisem, położyć na nim krzyżyk wielkości fabryki Willy'ego Wonki oraz przenieść się na inne serwisy,bardziej przyjazne użytkownikom.Sama założyłam bloga na blog.pl, uprzednio wyciągając jakieś 99% notek przy użyciu web archiwizatora,ale to już jakoś nie było to samo i nic mi z nim nie szło( może poza odtworzeniem szablonu frupelka).Miejmy nadzieję, że mylog nie zniknie w taki sposób po raz kolejny, chociaż nadzieja to raczej wątła.
Może 'haker' oddał serwis adminowi na powrót; jeśli nie odzyskał go sam to naprawdęeeee.....może obierzmy nowego admina?
Jak to mawia wielki troll netowy, CWC, update!
Ostani weekend przed pogromem, czyli przed kołem z epistemologii.Uważam, że pójdzie mi jak pójdzie i nie ma sensu zarywać nocy nad textami.Uczę się tylko tyle, ile naprawdę jestem zdeterminowana wykuć , zmuszanie się do czytania nigdy nie przynosiło efektów w moim przypadku , pozatym spróbujcie czytać kiedy ktoś chrapie z siłą odrzutowca w tym samym pokoju.Nie trawię odgłosu chrapania i nic na to nie poradzę.Zawsze w sesji zimowej miałam poprawkę, co teretycznie winno mnie dopingować, ale w tamtym roku zdarzyła się i wletniej, więc nie warto zakładać, że egzaminy zawsze muszą tak samo przebiegać.To chyba jakiś przesąd zresztą...?
NOTKA Z 24 GRUDNIA 2008
( mylogu, po co słupeczek 'grudzień 2008' w archivie skoro w grudniu zrobiłeś sobie wakacje od userów?)
"Blog.pl to taki spokojny portal ....:) Czuję się jak przez pierwszy miech, czy dwa blogowania, kiedy praktycznie byłam jedynym gościem na swoim blogu. Potem, jak się już ta dzialalność rozkręciła, zmienił się i charakter blogowania, przyznam, że było to jakieś, chociażby minimalne, zobowiązanie do pisania na określone tematy o których lub zaniechanie innych bo czytelnicy reagowali różnie.Czasem wywiązywała się dyskusja na 5 stron a czasem bywałam uprzejmie proszona o zamknięcie gęby....a może raczej panelu logowania...?.Ale to chyba wada każdej interakcji z innymi blogerami.Teraz znów piszę po prostu aby się wypisać(chociaż to już nie to samo, jak wtedy, gdy zaczynałam), i w sumie obojętne mi , czy ktoś to czyta , czy nie, chociaż czasami lubię wiedzieć, że piszę też i do kogoś, kto mi odpowie,udzieli rady czy przedstawi sytuację z innego punktu widzenia, a nie zignoruje cały wywód( ale bez zostawiania>zaproszenia na "sweetaśniego blogaska" jego autorstwa i polecenia napisania "komciów"...).Jeśli 'samotność w sieci' zbytnio mi tu, na blogu.pl, dokopie, rozejrzę się za innym serwisem.Nie ukrywam, że trakuję ten blog przejściowo-w gruncie rzeczy czekam na comeback ze strony myloga, dwa lata z nim zrobiły swoje.Nie znoszę zaczynać czegokolwiek od zera, a już najbardziej tego, co już raz zaczęłam-obojętne, czy jest to założenie bloga po raz drugi, czy jakaś zmiana w życiu.
Wesołych Świąt- w sumie raczej oklepany zwrot, no nie?I w jakim sensie one mają być wesołe? W sensie tego, co będzie oferować TV ?Coś mi tu pachnie kalką z amerykańskiego "merry x-mass!".Wygląda, że w tym roku ojciec nie zjawi się na Wigilli.Chyba jego ostatnia wizyta, kiedy ledwo do mieszkania mógł się wtoczyć,przepełniła czarę.Zresztą, zawsze gdy przychodził,zaczynał wszystko zmieniać, nic nie było według niego zrobione dobrze, od razu rzucał się sprzątać oraz gotować, bo przecież NIE było to zrobione jak należy.;/.Nie mieszkał w tym domu praktycznie nigdy ale ma pretensję, że nic nie jest tak, jak było w jego rodzinnym domu.A kiedy niby miał nauczyć nas takich samych zwyczajów? Telepatycznie? Smutny fakt, ale przez wiele lat myślałam, że nasza rodzina funkcjonuje całkiem normalnie i w życiu nie nazwałabym jej niepełną czy rozbitą.
Zresztą, nie ma szans na to, by była pełna, tak było od początku a matka ma 'przyjaciela' od jakichś 3 lat , co prawda nic nigdy o nim nie mówiła,ale nietrudno się domyślić tego faktu, jak np. dostaje na święta odtwarzacz DVD i codziennie dzwoni osobnik imieniem bodajże JanuszXD.
niewątpliwie pisanie o takich sprawach tu przypomina nieco wylewanie brudów, od jakich ma się jednak te cztery ściany Dulskiej, niemniej nie jestem nawet w czołówce jeśli chodzi o takie zachowania: pamiętam, jak jedna osoba POPROSIŁA mnie o to, bym gadała z jak największą ilością osób o niej i jej problemie hormonalnym, po to, że w ten sposób ktoś mógłby znać i polecić dobrego endokrynologa, miała dosyć chodzenia w ciemno oraz bulenia kasy po to, żeby usłyszeć, że normalka, ma tylko używać depilatora na jakieś 3/4 ciała -.-'.Pamiętam, jak napoczęłam ten temat z Modlishką, jak jeszcze mieliśmy zajęcia na zarządzaniu, ale wycofałam się z omawiania go bardziej, bo wyglądało, jakby ten problem był mój ;/.
Słowo do D: Nie przeczytałam Twojego komentarza, bo mój blog zniknął trzy dni po opublikowaniu notki.Byłoby dobrze, jakbyś mogła go powtórzyć tutaj, ineczej rozmowa będzie przypominać głuchy telefon, ok?
Słowo do G: Nie napiszę Ci pracy semestralnej z filo,znasz mnie tyle czasu i dalej się łudzisz, że mam ku temu jakieś kwalfikacje 0.0?Już większe miałby ten krecik z czeskiej dobranocki z tym jego "och jo!"- wkońcu filozofia bierze się ze zdziwienia a mnie już mało co dziwi ;)"
@@@ Notka jest sponsorowana przez Mike'a Teavee oraz the Smashin' Pumkins.Miłego dnia.@@@
Słucham Die Toten Hosen ale i tak czuję się tak jak w tytule przez myloga, który nie chciał załadować strony logowania.A mylog mi odpowiada: why can't you leave me alone?!-więc oboje słuchamy Die Toten, na to wychodzi:).Czy to dzisiaj się wróży?Wszystko jedno, ostatnie wróżby jakie czyniłam miały miejsce w 2 klasie podstawówki i były niejako pod przymusem , bo stanowiły część zajęć a zniechęciłam się do bawienia się w to, jak mi wyszło, że będę rzeźnikiem a moja połowica będzie nosić imię Eugeniusz -.-.Sorry , Gieniu , ale jeśli nawet gdzieś tam się w świecie poniewierasz, w co zresztą wątpię,ale nie mam ochoty pultolić się z bierzmowaniem , którego nie mam odwalonego do tej pory. W gimie nie poszłam na parę jakiś tam spotkań kościelnych a babka powiedziała, że jak ktoś nie był na dwóch, to bierzmowanie może sobie spokojnie darować ,więc poszłam za tą radą.
Domniemuję, że stypendium może już zameldowało się na moim koncie, więc może w końcu wytrzasnę skądś aparat cyfrowy. Naszło mnie gdy szukałam kliszy na uwiecznienie nadchodzącego sylwestra czy zdjęć( Gumiś jest twardym uczestnikiem konkursów fotograficznych biblioteki dla dzieci na janowie i mnie tym zaraził) i musiałam zedrzeć kozaki na połowie miasta a sklepikarze robili paszcze w ciup na pytanie o kliszę/film do aparatu.W końcu dostałam, ale z kolei przypomniało się mnie, jak to chyba z rok temu musiałam założyć konto na fotce w wyniku zakładu i jak, cholercia, próbowałam 4 razy zrobić zdjęcia sobie i na konkurs ( ta tabliczka czekolady w nagrodę to mi się po nocach śni....mm..milka :))o za każdym razem ten świński ryj, aparat , tak wycyrklował, że wcale nie przekręcał kliszy , albo wyciągał ją calą z tej metalowej rolki.A gdy już owe zdjęcia w końcu wyszły, były robione na szybko , więc moje fotkowe były ble a i on nie zajął nawet wyróżnienia w konkursie.Tak sobie patrzę na fotki profesjonalistów, i myślę, że zamiast robić artystycznie atrakcyjnych ludzi,spróbowaliby z normalnymi z ulicy, nie sztuka zrobić piękne zdjęcie kogoś pięknego. Normalnym oferuje się li i jedynie fotki do paszportu /legity , nad którymi i tak się nawet nie chce fotografowi zastanowić zanim cyknie. Na każdej takiej focie od fotografa u mnie na przykład,widać z mojej twarzy tylko i jedynie NOS. Tak na marginesie, jak
ktoś będzie robił jakieś zdjęcia ze mną i pomagał im photoshopem , to bardzo proszę o zmniejszenie tego kluposa szerokiego na 3/4 facjaty.:P
We WT byłam u pani J. w kwestii promotorstwa. Rozmowa trwała około 5 minut XD .
Hym...Teraz słowo wprost to wyróżninych , wytypowanych przez maszynę losującą, czytelników, którzy poleźli z GG nie dając mi skończyć!.(-Do D -) :
Założenie, że facet nagle zaczyna z jakąś dziewczyną gadać trochę więcej NIE znaczy, że chodzi mu o chodzenie.Może akurat znaleźli się tak w grupie na zajęciach, że akurat znają z niej tylko siebie to czasem krótko pogadają. Argument rodem z podstawówki , a tu mowa o drugim roku studiów;/Gdybym to ja założyła tak jak Ty to przykro mi, że się śmieję z Twoich wywodów, ale musiałabym założyć, że zakochało się we mnie conajmniej 3 chłopaków , co jest totalnie absurdalne i niemożliwe.
Niedziela to przedostani dzień tzw. 'weekendu' jaki powstaje mi od CZW( nie liczę ontologii , która nie psuje mi zbytnio prawie wolnego dnia).Niestety, nie umiem się po takim weekendzie do niczego zabrać , włącznie z praniem ( powinnam mieć takie specjalne szafy z ubraniami 'otworzyć, gdy nie będzie prania' , niczym Hallie Berry w Cat Woman albo zacząć propagować artystyczno-cygański tryb ubierania się, no naprawdę-.-).Dzisiaj był Dzień Śpiocha,bowiem było przestawianie zegarów na czas zimowy.
Zapomniałam paru osobom złożyć życzenia urodzinowe w minionych 2 tygodniach. Przxepraszam. Jest mi bardzo przykro z tego powodu * płacze*, ale u mnie w domu NIE obchodzi się ani imienin, ani urodzin, więc jak mam pamiętać...?Trudno przestrzegać jakiegoś obyczaju, kiedy się go z domu rodzinnego nie wyniosło. O rany, ja mnóstwa rzeczy nie wyniosłam, nie chcę zaczynać rodziny, żeby i oni też nic nie wynieśli ( dobrego wychowania....pamiętajcie! Z domu to się tylko dobre wychowanie wynosi!:)).
Trochę się wydarzyło przez ten miech. Mam szansę na znalezienie promotora, pod warunkiem, żebym przstała się bać podejść i pogadać o tej pracy!Boję się właśnie nawet podejść i o taki sczegół zapytać, ale nic na to nie poradzę!Epistemologia z kolesiem, z którym jeszcze w maju miałam zajęcia z etyki together. Dziwna sprawa , gdy się tak pomyśli, że mam zajęcia z kimś tylko o parę lat starszym, a już ma on inny status, już jest wykładowcą. Mój brat też musi wykładać- aby się doktoryzować musi mieć zajęcia ze studentami. Uuuu...0.0.
Po egzaminie z etyki, zdanym już na szczęście, udało mi się w końcu zgrać z moimi( czytaj : Gumiś, Dora i itd.).Za każdym razem, gdy nie widzimy się jakiś czas, ci ludzie się jakoś tak zmieniają. Trochę trudno to określić, na czym to polega. Pomijam fakt, że gdy opowiadają o tym , co ich znajomi odwalili, to nawet nir znam tych znajomków imion- poznali się i zdążyli skłócić podczas mojej nieobecności.
gdy wracałam, akurat trafiłam na odcinek 'Superniani' , który leciał na TVN, przez nikogo nie oglądany, mamla na pc stukała a babcia robiła na drutach, TV grało więc sobie chyba tylko dla Tygrysa, który na TV leżał.
O rany, nie którzy ludzie totalnie nie powinni mieć dzieci, bo się na rodziców nie nadają.*Unik przed rzuconym krucyfiksem , zapewne przez kogoś prorodzinnego*, dzieciak/i im na głowę włażą a ani nic z tym nie mogą zrobić.Więc wzywają taką supernianię, która dzieciaka naprostuje.Tyle, że ona ma łatwiej niż rodzice, bo jako osoba z zewnątrz jest napewno większym autorytetem .Oraz dzieciak może znać ją np. z neta ( już 5 latki śmigają w necie i przyssane są do pc, czekam na społeczeństwo denkobutelkowych okularowców, może się nie będę wyróżniała :)).
Modlishka ma nowy blog, na onecie. Nie przepadam za onetem. Kojarzy mi się ze spamerstwem oraz z blogami z treścią bez treści( Zadanie maturalne: napisz coś tak, by napisać ale żeby nic nie powiedzieć zarazem. Mam nadzieję, że mój blog tak nie skończy , jestem gotowa sobie nawet pc ukrócić , by tego uniknąć - podobno net obniża zdolność do koncentracji oraz yntelygencję- mam nadzieję, że tylko ten 'przedawkowowany'.).Wygląda na to, że jej blog może złamać tę niemalże 'regułę' lamerstwa onetu.
Grupa uczniów w USA otrzymała polecenie, by opisać pomieszczenie, w którym się znajdują.Jeden taki odpisał "FUCK OFF" i dostał...1 pkt na 2. Czemu? Nie zakończył zdania rozkazującego wykrzyknikiem.
Kochamy takie podejście :)
...jak to mawia wokalista grupy OPE.Widzę, że w sierpniu ktoś był zbyt leniwy na to , ażeby dodać notkę. Jak go spotkacie, powiedzcie mu, że bardzo brzydko postapił.
W sierpniu miałam wyjazd, ruszyłam w końcu tyłek z Łodzi, co prawda niedaleko, bo do Latrzorzewa.Ale nie powiem, żeby było tam great.No, owszem, domek wypasiony, piętro, poddasze,ogródek,puszcza pod nosem, o rzut kamieniem od osiedla.Ale tak ponadto żadnego towarzystwa w moim wieku, spędzanie czasu z ciotką,która nie udstawała w "dobrych" poradach , daleko lepiej niż ja 'wiedząc', jak powinnam się ubierać, co robić, itp. Co wqurza w takich poradach najbardziej, to to, że człowiek jest krytykowany za wszystko i żeby nareszcie być coool ,. musiałby zmienić absolutnie wszystko w sobie. Nie, dzięki ;-/.Przeczytałam, że jakiś 10 letni dzieciak o imieniu Codey umarł na skutek zakopania się w piaskownicy po obejrzeniu serii anime Naruto .Taki sam debil jak tamten, co wyskoczył w stroju batmana z okna, w pragnieniu latania , ale nikt nie winił emisji Batmana w TV za to, ale anime -tak. A ja powiem, że winne jest matołęctwo tego dzieciaka,który nie widział różnicy między fikcją a rzeczywistością, miałam o połowę mniej niż on a wiedziałam, że nie mogę zrobić 98% rzeczy widzianych w wtedy TV,czy co kolejny rocznik to głupszy...?
Poprawka z etyki zdana. Może miał akurat dobry humor. Oblał jednego kolesia, ale słuchy chodziły, że był on pijany na egszaminie.
Poza tym, niewiele się działo.Na pisemnym nikt nie przewidział, że w czerwcu zostaną poczynione kopie tegoż , w sumie to czasami aż zadziwia, jak ci ludzie tworzą kopie arkuszy na egzaminie, bo zwykłe przepisywanie czy robienie zdjęć to już nie to :) , i 98% piszących zaliczyło.Więc etyka wcale aż takim pogromem akurat nie była.
Trochę zamieszania z zapisami w USOS-ie,wszyscy popędzili na 1 przedmiot, zaniedbując inne i teraz owe inne są wycofane, a wszyscy przymusowo gnieciemy się na jednym seminarium, które w dodatku nie każdego interesuje.Oczywiście, jest to Grygor, a powiedziałam sobie swego czasu, że po zdanym egzaminie z historii nigdy więcej zajęć z jego patronatem, chyba nie ma mniej odpowidającego mi sposobu wykładania niż ten , w jaki sposób on prowadzi zajęcia,lubię mieć wszystko jasno podane, nieomal podyktowane i wypunktowane najważniejsze rzeczy /odpowiedzi na pytania, a nie jakieś mętne tłumaczenia o ptaku Herkulesa, który był ciężki i spadał pono.
Nie mam zupełnie pomysłu na notkę tym razem , do tego bloga nie ma w wyszukiwaniu na google, okazuje się , że nic na tym świecie nie jest orginalne, niby wymyśli się jakąs nazwę czegokolwiek samemu, ale po sesji z googlami widać, że zawsze ktoś zdążył już wymyśleć ją przed tobą i jakoś umieścić :)Chyba ktoś miał rację z tym wpływem internetu na konmcentrację[negatywny], zaś mylog znów niedostępny.....
Ciekawe, że w jednym oknie serwis jest dostępny, gdyż piszę sobie notkę w zarządzaniu , a w drugim -nie. To właśnie sprawia, że zamiast 4 notek w miechu ( taaa...kiedyś to się chciało tutaj pisać...) jest jedna.Yup, chyba wrzodów żałądka nie dostanę , nawet mimo badziewnej etyki.Poziom wiedzy zależy ode mnie, ale nie zależy ode mnie humor pana egzaminatora, który oblać potrafi nawet równego mu wiedzą za to, że mu rano podano przypaloną z deka jajecznicę.No, chyba, że niefortunnie jego swarliwa żona nosilaby takie samo imię :).Tak było w przypadku pewnej historii, którą opowiadał nam w liceum pan od niemieckiego, poniekąd postać przyjazna uczniom i okej jeśli chodzi o prowadzenie lekcji.Jego kolega po fachu, też germanista, został porzucony przez dziewczynę o imieniu Nina.Do szkoły, gdzie nauczał ,poszła dziewczyna, która miała tak samo na imię oraz podobny typ urody jak tamta Nina, więc w ramach zemsty koleś uparł się , że ona nie zda z niemieckiego.Nieważne,co umiała, jak dobrze odpowoedziała czy napisała sprawdzian.Za każdym razem byla gnojona i wstawiał jej 1 bez wyjątku .
Na takich ludzi sposobu nie ma, nikt się nie urodzi drugi raz aby im dogodzić i nie przypominać czegoś , od czego dostali życiowego kopa (rzyciowy kop... to coś jak autentyczny fakt...).Nie warto się więc nimi przejmować.A wrzody podobno wywołuje jakaś bakteria czy coś tam, a nie stres jako taki czy główny katalizator.
póki co, będzie jeszcze czas na książki. We wrześniu otworzy się biblioteka , więc wpadnę na spotkania z tekstami.W tym roku miałam zresztą debiut w BUL-e , w której noga moja nie postała od czasów obowiązkowego szkolenia.Rzeczy, które słyszałam podczas tegoż sprawiały, że czułam się jak zapóźniony u wrót MENSY , nawet, gdy zasady wypożyczania/korzystania z księgozbioru podobno uległy zmianom.Historie o ściganiu kogoś za przetrzymaną książkę, która spokojnie stała sobie na półce krążyły jako bułowe legendy.
Dalej nie bardzo mam pojęcie o korzystaniu z bułki ale przynajmniej umiem już tam wejść bez ochrzanu :).
lipiec zaczął się akcentem ciążowym, że tak powiem. Nie , nie o mnie mowa, takich dziwnych cudów to nie ma, niemniej wszyscy uparli się wysyłać mnie do apteki po testy ciążowe ( 2 razy-raz jako osoba obecna przy ich zakupie) dla nich. Deczko dziwna odwaga. Pójść na całość bez zabezpieczeń to bułka z masłem, ale porosić w aptece otest, jeszcze jak ludzie inni stoją w kolejce to już straszne, potworne, okropne.X/
Oczywiście, pogoniłam jedną osobę za takie supozycje i w końcu poszła sama, drugiej towarzyszyłam. Kurde, powściekali się z tym, czy co...?
Kto tu mówił, że mamy niż demograficzny...?:)
G. twierdzi, że UFO przestało odwalać te swoje kręgi w Wylatowie, bowiem teraz ma nowe hobby: przylatuje do niego i robi mu operacje plastyczne.
(Żenua...)co prawda , nie są one specialnie efektowne, jednak on mówi, że kiedy idzie spać, to wszystko jest okay, ale jak wstaje rano, to ma na twarzy takie mikroskopijnie cienkie kreski , których napewno nie miał przed póściem spać.:D
Dumaliśmy przez moment, ale nie znaleźliśmy nic, by obalić jego teorię.XD
Chyba mnie z miesiąc na kompie nie było(!), no to teraz mało nie umarłam pod zwałami spamu, jaki nawlatywał do obu moich skrzynek przez ten czas. Nawet samo wykasowywanie tego szajsu może być męczące.
To ciekawe, ale gdy nie miałam własnego kompa, to spędzałam na nim więcej czasu ( na duchu kompa? Nie, na bratowym pc ....)niż gdy już go mam XD
Pewnie nie chciałam już wchodzić na strony Usosa i patrzeć, jak uniwerowe LOTTO niweczy moje zgłoszenia na przedmioty:P.Chociaż tak sobie dumam,że pewnie tak tylko powiedzieli a wyrzucać to będą w extremalnych przypadkach. Zresztą, po tym , co widzę, jak to 14 osób im wpadło, to zrobili schluss z dalszymi zapisami.Tylko ta magisterka nieszczęsna, oby ruszyła, bo nie mam ochoty iść do Gregora czy na Nietzchego( koniecznie trzeva wziąć na tym roku, tylko u nas i są tylko ze 2 na krzyż do wyboru, bo pan Kleszcz zrobił sobie urlopik wesolutko, i ci, co w tym roku mieli z nim to sem mag i są zobowiązani, aby wziąć jego kontynuację są teraz bardzo skonfundpowani).
Uczę paru innostrańców polskiego. Ciężka praca, zwłaszcza jeśli uczeń jest anglojęzyczny, bo za chiny nie kuma tych rodzajów męskich, żeńskich i nijakich wszstkiego poza ludźmi choć w Star Treku to mówią na statek "she" oraz zdałam sobie sprawę, jak na codzień zupełnie inaczej używamy słów niż jest to w słowniku na przykład i nawet, gdy nie chcemy, to i tak mówimy slangiem.A jeśli u nich w USA tak samo uczą codziennego polskiego jak u nas englisha to droga uczniów cierniami usłana :)
Moja też, jak nie spasują z mojej pomocy :)
Znalazłam test polskiego dla obcokrajowców i były momenty, że i rodowity Polak by się wyłożył, zwłaszcza w czytankach i pytaniach do nich.Rozwiązałam go i strona poinformowała, że mój polski jest zaawansowany( wszytsko odpowiedziane ok).
No chyba - I thought to myself :)
Jak tylko mylog zawiesi te wygłupy, wpadnę na inne blogi, bo wiem, że ostanim razem to bylam tam za czasow króla Popiela, ale co robić, jak serwis jest niedostępny, czy to 5 rano, czy po południu :).
No tak, miech już mnie tu nie było :).W sumie to poza sesją nic się nie dzieje.
Sesja jak to sesja- egzaminy, tyle, że w ilosciach nadnaturalnych oraz przekraczających ludzką wytrzymałość.Porownałam je sobie z tymi , którzy akurat mieli maturę, przedstawiając pytania, ogrom materiału do wrycia- i to dało mi nieco do myślenia.Ludzie byli , z lekka mówiąc, zszkowani.Bez mała to byla dla nich jak matura co rok, a zwracam uwagę, że nic o maturze po roczniku 2005 nie wiem.Polegam na zdaniu większych maturalnych fachowców.Gumiś, skubany, ani jednej poprawki nie ma, co mnie zastanawia. Uległ dowcipom, jak to na studiach się nic nie robi , jego Biblia xerna w kąt poszła, wszyscy byli przekonani, że tu z wrześniem w indexie wmaszeruje a tu-chała. Obronił indeksu niczym Boruc bramki w meczach euro.
Ja, nie powiem, że tak pieknie, haniebny gol padł w hmm....10 minucie meczu
Student-Kania.Strzelił go napastnik z nr 2, Emmanuel Kant, piłką z napisem moralność. A , nie , Boże, jaką ja idiotkę z siebie zrobiłam, nie pamiętałam nawet tytułu metafizyki moralności...! Śmiech na sali, od razu mnie skreślił.Nie cierpię, jak wykładowca uważa mnie za kretynkę, ale wiedzą nie błysnęłam ;/. W dodatku nie wiem, czy w moim przypadku bycia dopuszczoną warunkowo, nie muszę pisać od nowa.Zapewnie kochacie , gdy piszę, że " jak polecę ze studiów przez [ tu wpisz nazwę spornego przedmiotu]..." ale naprawdę mam poczucie, że jak mam ponownie pisać dopuszczający do ustnego pisemny, to nie będzie już tak sweet z obniżeniem progu i byciem dopuszczonym z wielkiego farta.I że raczej będzie znowu failure.Nauczenie się nie gwarantuje zdania, ta rzecz mi się na studiach najbardziej nie podoba.Wystarczy, że mnie nie lubi lub miałam niską ocenę z ćwiczeń czy brak biustu( hy, hy, Gryyygooorrr...:-D)i już He'll find the way to fail my exam .Swoją drogą, co takim dziadom stuletnim da zaliczenie egzaminu pannie 'na piękne oczy'?Przecież się z nim nie umówi za to , hehe:).Praktycznie każda osoba miała inne przeżycia podczas odpytywanki.Jednym zadawał pomocnicze , zmieniał tematy odpowiedzi, innym-nie.
Reszta egzamów- jeszcze historia w PON i wyniki z ontologii-w sumie okej,zaliczona/zdana.Najbardziej zadowolona jestem z ontologii (ćwiczenia) bo to zwykle z niej brali ludzie warunek i taka niby straszna była.Przeglądam notkę- wyżyn marudności nie osiągnęła, potrafię lepiej, dłużej i więcej:>.Ale w końcu - po co?Jeśli ewentualnie polegnę we wrześniu, wtedy tu się będzie działo.Narazie mam jeszcze 1 egzamin do opanowania :).
Co prawda nie Kantowski tym razem, ale też gola strzelił...:)
Rzadko tutaj zaglądam ostatnimi czasy.Nie chce mi się zabiegać o popularność dla tego bloga.Popularność oznacza stosy spamu jak "wpadnij do mnie na blog!" , który jest usprawiedliwiony gdy sama proszę kogoś o powiadamianie o nowych notkach.Zresztą na mylogu przerwa techniczna jest na okrągło- może admini żyją w jakiejś innej strefie czasu? takiej, gdzie ciągle jest od 3 do 5 rano???XD.Jestem jak ten koleś z cast away-odcięta od świata. Sesja nadchodzi.Ogrom rzeczy do wkucia sprawił, że nigdzie od miesiąca nie wyszłam.Moja matka oglądała jakiś nowy serial w TV, który ukazywał życie ludzi mniejwięcej w naszej grupie wiekowej- i przez pół godziny gadała o tym, jak nierealny jest tam obraz braci studenckiej: Ludzie rozbiajają się porszakami po ulicach, studują w trybie dziennym(czasem się słyszy, że idą na koło czy nawet zajęcia , lecz ich kierunki chyba nie wymagają wkuwania lub są po prostu geniuszami) , jednicześnie zaś chodzą do pracy w -jakby się zdawało- w pełnym wymiarze godzin.Że o mieszkaniach z wystrojem jak z IKEA- własnych , nie garnuszkowo-rodzicielskich-nawet nie ma co wspominać. Daj nam Bóg tak wszystkim.Kolejni, którzy żyją w innej strefie czasowej, względnie rozrywają się na kawałki celem studiowania, pracy i jeszcze posiadania życia towarzyskiego.Pewnie jeden kawałek idzie na wykład, inny do pracy ,a jeszcze inny do pubu.Jeśli ktoś się chce wypowiedzieć , wytykając mi iż tylko takie niedołęgi jak ja widzą problem w nierealności życia tych ludzi , to zażąlenie proszę kierować nie do mnie.Ja tu tylko opisuję opinie innych.
Odczekam z parę minut, gdyż reklamowane z prawej opowiadanie o lasce, która wg opisu która trafiła do piekła i całowała się tam z szatanem wywołuje we mnie nioeokreślony niepokój ;/ .Wszystkie szkoły miały we WT strajk nauczycieli, uczniowie- wolne.Tylko siedzę i czekam, kiedy MPK też
będzie miało strajk.Już pozdychały linie trakcyjne czy jak się to tam nazywa, to dzięki czemu tramwaj jeździ( nie gumi...nie chodzi o KÓŁKA!>.>), tak, że pół miasta było sparaliżowane a policjanci pilnowali tych tramwajów by wściekła ludność nie dokonała samosądu na kierowcach nieruchawych tramwajów za to, że nie jadą;/.
We WT miałam "zerówkę" z francuskiej. Jak zwykle, byłam tak 'świetnie' poinformowana, że nie wiedziałam, iż mogę wejść o 12 .( kartka została powieszona w PT, dzień niebytu na uczelni ale PON to co...? Wyparował z kalendarza...?).
Nie wiem, czemu nigdy nic nie wiem;/
Czytałam opowiadanie pt Kwiaty dla Algernona, autorstwa Daniela Keyesa.Jest to historia Charliego Gordona, człowieka, którego IQ wynosiło 68 i który był umysłowo niedorozwinięty.Pewnego dnia zostaje poddany ekspetymentowi , który ma na celu zwiększenie inteligencji w sposónb sztuczny, za pomocą skomplikowanej operacji.Historia jest pisana w formie jego" dziennika postępów", który musiał prowadzić, by badacze zorientowali się, jak wzrasta jego poziom i jak przebiega eksperyment.Polecam , w ramach oderwania się od sesji:)
Nowej notki długo nie było, pewnie dlatego, że zapomniałam mowy ojczystej . To takie przekleństwo tranlacji .Gwarny przyznała się, że też się jej to zdarza .Tyle, że ona woła męża, by jej powiedział jakie może być odpowiednie polskie słówko a ja kogo mam zawołać ? kota....? XDSiedzenie nad xerówkami po parę godzin dziennie przez parę tygodni opłaciło się.He, he, he, oglądam sobie Tolka vs Kuba Wojewódzki na YT. O kurde, czy ona nie widzi tego, iż Kuba sobie z niej jawnie kpi ?Chyba tylko ona tego nie widziała. Kiedy przyjechał do mnie mój mały kuzyn , skatował mój oftwarzacz jakąs tam płytą bloga 27.Uciekałam z pokoju , gdy on to włączał ( mój magnetofon to jedyny odtwarzacz płyt w tym domu .....)zaś próby wkręcenia go w Guano Apes czy Three Days Grace spełzły na niczym ;/ No cóż, przynajmniej mnie komp od metafizyki nie odciągał ( albowiem komp i odtwarzacz w jednym pokoju stali).Czy muszę dodawać, jak bardzo nie lubię, jak on tutaj przyjeżdża?Jest mały, a ja nie lubię małych dzieci, to raz. Słucha bloka 27 i Tokio Fotel( ju mejk mi LOL! Get outta maj łej! -VERSUS-Schreeeeeeiiiiiii....!!!- no nie,jednak T Fotel jest już od tego badziewia o lata świetlne lepszy ).Raz z nudów wykopał dziurę w drzwiach od łazienki( z dołu jest coś w rodzaju, czy ja wiem, wywietrznika...? w każdym razie zrobił w tym dziurę bo żeby przez normalne drzwi się przekopać to on taki mocarz nie jest...)a innym razem jak się wynosił to zabrał moje książki z biblioteki ze sobą, o czym przypomniał sobie w jakieś pół roku póżniej.Pomazał także Biblię w obrazkach , używając słów,z których czasami małym chłopcom zdarza się wyrosnąć,a czasem...nie XD. Nobody's perfect, no ale żeby zaraz taboretem być?! XD Luźno ostatnio, nie było wykładu z estetyki , ma nie być etyki ( wykład- chief is gone for about a week ; konserwatoria- tyż;) oraz przez maxymalnie 3 tygodnie estetyki ćwiczeń( babka się przeprowadza).A zaraz potem majóweczka^^.Na informatyce była instalacja linuxa. Najpierw Ubuntu nie chciał na żadnym kompie pójść, który nie miał ok.1 giga RAM-u.Jednak clou zagadnienia leżało w podzieleniu dysku na partycje, nie w instalacji.He, he, jakiś miszczu przedemną podzielił dyski na moim kompie pracownianym tak iż
zostało z boku jakieś kawalątko dysku, co nie dało się nijak spożytkować XD.A potem swapa ( linuxowy odpowiednik pamięci wirtualnej Windowsa) facet nie mógł usunąć ani tych partycji odkręcić Xd.Słowem-ciekawie było, zachęcam do uczestnictwa w informatyce, i tak musita to w ramach godzin przerobić, a wcale listy nie sprawdza.Podobno on prowadzi te zajęcia , bo Łukowski się honorem uniósł i focha strzelił , że on nie będzie prowadził jak studenci to tu na odwal się przychodzą.
Zupełnie jak ci, co zrezygnowali ze składania papierów na filozofię bo' na przerwach studenci NIE rozmawiają o filozofii'XD.Ale nie powiem, paru rzeczy się dowiedziałam z tych zajęć.Gumiś panikuje z powodu ustnych egzaminów jakie ma mieć.Nie mam siły pocieszać go, że to niby nic wielkiego , bo dla mnie to też wielki stres , mimo iż jestem na 3 roku i mam już takie rzeczy za sobą.
Chyba już skończę, est is dunkel....
Dodaj